Czy wyobrażasz sobie miłość, która przetrwa wieki i granice rzeczywistości? 📖✨ Jako mama dwulatka z Kettering, znalazłam czas między pieluchami a spacerami po lokalnych parkach, by stworzyć mój literacki debiut – pierwszą część psychologiczno-romansowej trylogii z motywami reinkarnacji i zjawisk paranormalnych! To historia o samotnej matce próbującej odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Gdzie namiętności, tajemnice, sny i wizję przeplatają się ze światem realnym. Idealna dla miłośników emocji i nieznanego!✨💐 Serdecznie zapraszam do lektury ❤️
💕Romans psychologiczny z reinkarnacją i paranormalnymi zwrotami akcji. Pierwsza część trylogii, którą napisałam jako zapracowana mama dwulatka.
Ale do rzeczy...
📖Te same oczy powracają w snach, łącząc dusze na przestrzeni wieków – powolny rozkwit, namiętność, tajemnice i emocje, które nie chcą ustąpić.✨💐
Idealna na wieczór przy filiżance herbaty! 📖💕
❤️💕🤔...Podsumowanie starego roku, zrobienie listy rzeczy i marzeń na kolejny. Może powinnam to zrobić, napisać czego oczekuje, co jestem w stanie zrobić w nadchodzącym czasie.
1. Uleczyć duszę i serce.
2. Pogodzić się ze śmiercią Roberta.
3. Znaleźć nowy cel w życiu.
4. Poznać siebie na nowo.
5. Być szczęśliwą.
Tak, tylko tyle, a może, aż tyle...
✨💐Czy można pokochać kogoś, kogo pamiętasz z poprzedniego życia? 🔥
❤️❤️Teoria bratnich dusz, niewidzialna nić, przeznaczenie, a może przypadek – w co wierzysz Ty?🤔📖
📖🌲❤️... kiedy zegar wybija północ.
- Wznieśmy toast za miłość - szepczę. Niech nas znajdzie i już nas nie puszcza.
Wstrząśnie nami, a gdy opadnie pierwszy kurz niech trwa, a czas niech stanie w miejscu.
- Za miłość - wtóruje mi Vi.
Reinkarnacja jest tylko początkiem. 📖✨ Poczuj klimat romansu psychologicznego o miłości i pamięci ❤️
A jeśli ta miłość nigdy nie miała się wydarzyć —
a jednak, z powodów, na które nie mieliśmy wpływu, odnalazła nas w najmniej spodziewanej chwili.
Przyszła jak złodziej, po cichu, bez pozwolenia.
Gdy ją dostrzegłam, było już za późno, by zawrócić.
A jeśli jesteś moim „what if”, zagubionym gdzieś w czasie?
Nie proszę, byś czekał.
Proszę tylko, bądź szczęśliwy.
Często, rozmawiając z ludźmi, słyszę pytanie: „Dlaczego zdecydowałaś się napisać książkę?”. Odpowiedź nie jest prosta, bo nie zaczyna się w jednym konkretnym momencie.
Od kiedy pamiętam, zawsze coś tworzyłam. Już w szkole podstawowej pisałam krótkie opowiadania i wiersze na konkursy. Mając dziewięć lat, dostałam pracę domową z języka polskiego – kilkustronicową książeczkę dla dzieci z ilustracjami.
Często, rozmawiając z ludźmi, słyszę pytanie: „Dlaczego zdecydowałaś się napisać książkę?”. Odpowiedź nie jest prosta, bo nie zaczyna się w jednym konkretnym momencie.
Od kiedy pamiętam, zawsze coś tworzyłam. Już w szkole podstawowej pisałam krótkie opowiadania i wiersze na konkursy. Mając dziewięć lat, dostałam pracę domową z języka polskiego – kilkustronicową książeczkę dla dzieci z ilustracjami. Z niewielką pomocą koleżanki, która wzbogaciła tekst rysunkami, powstała historia o małym zielonym kosmicie, który wylądował na Ziemi i zaprzyjaźnił się z dzieckiem. Rok później napisałam jej drugą część. Tak mijał czas, a ja doświadczałam zarówno sukcesów, jak i porażek. Były miejsca na podium, wyróżnienia, nagrody – ale też momenty zwątpienia.
Nie potrafię wskazać dokładnej chwili, w której narodziło się marzenie o napisaniu książki. Wiem jednak, że dojrzewało we mnie latami. Potrzebowałam piętnastu lat, by dorosnąć, zrozumieć siebie i odważyć się spróbować.
Jeszcze zanim podjęłam decyzję o pisaniu, ktoś zapytał mnie: „Gdybyś była książką, jakim byłabyś gatunkiem?”. To pytanie zostało ze mną na dłużej. Wraz z odpowiedzią pojawiło się kolejne: „A gdyby tak zacząć pisać?”. Wiedziałam jedno – nie chcę powielać banalnych romansów. Chciałam stworzyć historię, która porusza, zostawia ślad, zmusza do refleksji.
Pewnego poranka obudziłam się ze snu. Właśnie z tego snu, który stał się prologiem mojej książki – o mężczyźnie z intensywnym spojrzeniem. Śnił mi się wielokrotnie, wracał jak echo, jak zapowiedź czegoś niedokończonego. Wtedy podjęłam decyzję. Zaczęłam pisać. Pierwsze litery pojawiły się na kartce papieru, a ja opisywałam sen, który był we mnie od dawna. Czy wiedziałam dokładnie, o czym chcę pisać? Chyba żaden początkujący pisarz tego nie wie.
Powoli zaczęłam budować świat snów, tajemnic i niedopowiedzeń. Chciałam romansu, ale jednocześnie historii prawdziwej – pełnej emocji, które są nieodłączną częścią ludzkiego życia. Radości i uśmiechu, ale też żalu, tęsknoty i straty. Emocji czystych, czasem trudnych, ale autentycznych.
Temat reinkarnacji zawsze mnie fascynował. Czy nie zdarza się wam czasem czuć staro mimo młodego wieku? Jakbyście nieśli na barkach ciężar, który nie do końca należy tylko do tego życia. W mojej głowie od dawna pojawiało się pytanie: a co, jeśli? Uznałam, że mogę spróbować. A jeśli się nie uda – przynajmniej spełnię marzenie.
Tak zaczęła się moja przygoda z Elizą i Gavinem. Osadziłam ich w świecie niedokończonej miłości, pełnym pytań, analiz i wyborów, które rzadko bywają proste. Stawiałam przed nimi mury, czasem trudne do obejścia. Chciałam stworzyć bohaterów, z którymi będziecie się śmiać i płakać, którym będziecie kibicować w walce o szczęście, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego los tak często igra z nami w swojej subtelnej grze.
Nie szukam złotego środka, bo on nie istnieje. Miłość ma wiele odcieni i każdy z nas postrzega ją inaczej. Dla jednych to chwila pełna intensywnych momentów, dla innych złudzenie mylone z pożądaniem. A co, jeśli pożądanie mija, a my odkrywamy, że nie ma już odwrotu? Wierzę, że ludzie, których spotykamy na swojej drodze, nie pojawiają się przypadkiem. Każda relacja czegoś nas uczy, kształtuje i pozwala odkrywać siebie na nowo. Czasem zamyka stare drzwi, by otworzyć nowe – nawet jeśli początkowo nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Właśnie dlatego powstał „Sekret ich oczu”. To historia pełna pytań i możliwych odpowiedzi, wariantów losów i emocji. Najciekawsze jest jednak to, że w jednej z retrospekcji naprawdę pojawia się mój sen.
Stoję na szczycie schodów ubrana w balową suknię w odcieniu butelkowej zieleni. Tłum milknie. Szukam w nim znajomej sylwetki i przez chwilę ogarnia mnie panika. Wtedy go widzę. Stoi i patrzy, a jego oczy mówią wszystko. Mówią to, co rozum i serce próbują ukryć. Czasem wystarczy jedno spojrzenie i ciepły uśmiech, by wszystko stało się początkiem.
Nie obiecuję idealnej historii, bo taka nie istnieje. Obiecuję natomiast prawdziwość – moją prawdę o poszukiwaniu siebie, o miłości, o wyborach i konsekwencjach. Ja już poznałam sekret moich oczu. Teraz wasza kolej, by wyruszyć w tę podróż. Historia Elizy jest dopiero początkiem. A czy okaże się początkiem czy końcem – to już zależy od tego, czy zdecydujecie się zaryzykować.
Historia o więzi silniejszej niż jedno życie, o poszukiwaniu, wyborach, które powracają i o uczuciach, których nie da się zapomnieć.
Eliza Graham ma dwadzieścia osiem lat, jest mamą czteroletniej Sary i właścicielką małej cukierni w miasteczku pod Londynem. Po śmierci męża w wypadku samochodowym próbuje odnaleźć się w roli samotnej matki, gdy zaczynają ją nawiedzać sny o tajemniczym mężczyźnie, jego ciemnych oczach i intensywnym spojrzeniu.
Powtarzające się sny, niektóre z nich osadzone w różnych epokach, początkowo traktuje jako przejaw tęsknoty za utraconą miłością. Pewnego dnia do jej kawiarni wchodzi mężczyzna. Gdy Eliza go widzi ma wrażenie, że skądś go zna. Jakby byli połączeni niewidzialną nicią i spotkali się wieki temu.
To dopiero początek historii o miłości, pamięci i reinkarnacji.
📖Tom I: ukończony
📝Etap: pisanie i redakcja zakończona
⏳ Plan wydania: 2026
„Życie pełne jest gdybania i niedokończonych wątków. A co jeśli jest on twoim „Gdyby”, twoim „pewnego dnia”. Może on również cię szuka. Nie martw się na zapas, jeśli jest wam przeznaczone się spotkać to tak się stanie. Myślę, że wy oboje jesteście jak miłość przychodzicie niezauważenie, czasami się mijacie, ale nadejdzie moment w życiu was obojga kiedy będziecie gotowi i nic nie będzie stało wam na przeszkodzie przed ponownym spotkaniem. Miej odrobinę wiary, bo ona czasami potrafi góry przenosić.”
Prolog
Ten powracający sen. Zawsze zaczyna się tak samo. Stoję w obszernym pomieszczeniu. Salonie połączonym z aneksem kuchennym. Opieram się o parapet. On. Wiem,że to mężczyzna nim się jeszcze obróci. Stoi tyłem do mnie, przygotowuje kawę. Słońce gra w jego krótko modnie przystrzyżonych ciemnych włosach. Zapach świeżej kawy i jego ciężkich perfum unosi się w powietrzu. Elektryzuje i przenika mnie do kości. Wtedy się odwraca z dwoma kubkami w rękach.
- Bez cukru, z mlekiem - podaje mi kubek pełen parującego naparu. Uśmiecha się przy tym delikatnie. Iskierki tańczące w jego ciemnych orzechowych oczach świdrują i przedzierają się przez wszystkie bariery, wypalając na duszy znak bytności. Dostrzegam w nich miłość i coś jeszcze. Coś czego nie jestem w stanie odgadnąć. Może to tylko moja wyobraźnia. Kiedy go tak studiuje, sylwetkę, zachowanie, sposób bycia i gdzieś w oddali dzwoni budzik. Sen znika tak szybko jak się pojawił. Zawsze w tym samym momencie, pozostawiając uczucie zimna, opuszczenia i jeszcze czegoś, może tęsknoty. Moje serce galopuje i nie potrafię go uspokoić. Z tyłu głowy pojawia się pytanie: A co jeśli to nie sen? Jeśli nie sen to co, przebłysk poprzedniego życia. Ale wiem jedno jego oczy. Oh tak tych oczu się nie zapomina.
1
Zwlekam się z łóżka otępiała. Zawsze się tak czuje, kiedy nachodzą mnie te sny. Nie jestem do końca pewna czy to tylko sny czy przebłyski wspomnień, może moje minione życie odbija się echem od pustki. Bo przecież miałam wszystko. Kochającego męża, wspaniały dom i cudowne dziecko. Właśnie słyszę jak mała woła mnie z drugiego pokoju.
- Już idę skarbie - nogi suną po grubym błękitnym dywanie. I przez chwilę mam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Pójdę do pokoju Sary. Przytulę, a potem razem zejdziemy na dół. Robert będzie krzątał się po kuchni parząc kawę i przygotowując śniadanie dla małej. I w tej chwili czuje ciężką prawdę, budzę się z letargu. Roberta już nie ma. Nigdy już nie usłyszę jego śmiechu, poczuje dotyku, ani znajomego zapachu perfum.
Bo on nie żyje.
Zginął w wypadku samochodowym pół roku temu jadąc na spotkanie z klientem. Jakiś projekt domu zlecony jego firmie. Dupek wymusił pierwszeństwo, hamulce nie zadziałały i oto mój mąż zginął. Facetowi który spowodował wypadek nic się nie stało. Ale mój mąż, nie miał tyle szczęścia. Pogotowie, które zostało wezwane na miejsce wypadku mogło orzec tylko czas zgonu. Do dziś wspominam nasz ostatni poranek. Jak zwykle wstałam rano żeby pobiegać, nim podrzucę dziecko do szkoły, a sama rzucę się w wir pracy. Tego dnia wszystko wyglądało jak zwykle. Trening, wspólne śniadanie, pożegnanie. Odstawienie małej do przedszkola i praca. Kilka lat temu spełniłam moje największe marzenie, otworzyłam kawiarnie i cukiernie. Tak więc pieczenie i szykowanie lokalu na przyjęcie kolejnych gości - moje codziennie obowiązki, ale tego popołudnia coś się zmieniło. Powietrze było cięższe, ja sama czułam się dziwnie poddenerwowana, nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca, ale wszystko zrzucam na karb obowiązków w domu i pracy. Dopiero z odrętwienia wyrwał mnie telefon.
— Muszę to odebrać — rzuciłam krótko do Poppy, jednej ze współpracownic.
— Nie krępuj się, zajmę się wszystkim — odpowiedziała.
Odebrałam telefon, który na zawsze zmienił moje życie i życie mojej córki. Koniec wspomnień. Teraz kieruję kroki do pokoju małej.
— Co tam, skarbie? Miałaś dobre sny? — pytam.
— Mamusiu, tęsknię za tatusiem. Możemy go dziś odwiedzić?
— Jasne — mówię krótko i odwracam wzrok, żeby nie widziała łez tańczących w kącikach moich oczu. Kiedy próbuję odzyskać panowanie nad sobą, szykuję ubrania do przedszkola.
— Może być ta twoja ulubiona żółta sukienka? — pytam, kiedy mogę już w miarę opanować głos.
— Tak, mamusiu.
— A co powiesz na gofry na śniadanie z dużą ilością bitej śmietany?
— A mogę jeszcze syrop czekoladowy? — pyta piskliwym głosikiem.
— Zobaczymy, co da się zrobić — mówię z rozbawieniem.
— A teraz, droga damo, marsz na dół. Nie chcemy się przecież spóźnić, prawda?
Śniadanie i cała krzątanina upływają we względnym spokoju. Jeszcze przed wyjściem udaje mi się nastawić pranie i zmywarkę — co niekiedy bywa nie lada wyczynem. Po odstawieniu Sary do przedszkola jadę do kawiarni, by rzucić się w wir pracy i choć na chwilę zapomnieć, jak niebo ciąży mi nad głową. Dobrze, że mam swoje miejsce — tylko tam mogę się zrelaksować. Pieczenie i przygotowywanie lokalu dają mi przez chwilę poczucie kontroli. Poczucie, że nad czymś panuję.
Dzień w pracy mija spokojnie. Około 15:30 wychodzę, bo dziś kolej Poppy na zamknięcie lokalu. Jadę odebrać Sarę z przedszkola. Kiedy stoję pod budynkiem, uświadamiam sobie, że musimy w drodze na cmentarz wstąpić do kwiaciarni. A potem… No tak. Zapomniałam — miałyśmy wpaść na kolację do moich rodziców. Wtedy rozlega się dzwonek. Na zewnątrz robi się gwarno. Jest i moja księżniczka. Po raz pierwszy od wielu dni widzę ją uśmiechniętą — tak, jak może uśmiechać się tylko dziecko.
— Hej, skarbie, jak twój dzień?
— Cześć mamo, dobrze. Jedziemy odwiedzić tatę? Obiecałaś — rzuca mała.
— Tak, pamiętam. Wstąpimy tylko do kwiaciarni, dobrze? A i zapomniałam ci powiedzieć — dziś jemy kolację u dziadków. Mam nadzieję, że się cieszysz.
— A będzie tam ciocia i kuzynki? — pyta podekscytowanym głosikiem.
— Szczerze? Nie mam pojęcia. Zobaczymy.
Godzinę później parkuję mojego Forda na podjeździe rodziców. Widzę też samochód siostry. Przynajmniej dzieciaki będą miały się z kim pobawić. Nim docieramy do schodów, drzwi otwiera tata.
— Cześć, moje skarby! Mam nadzieję, że jesteście głodne, bo babcia szaleje w kuchni od południa.
W moim rodzinnym gnieździe jak zwykle panuje hałas, rozgardiasz, każdy kto przekroczy jego próg od samego początku czuje się mile widziany. Jedyne miejsce na ziemi, w którym mogę zapomnieć o moim smutku, choćby na chwilę oto i jest moja bezpieczna przystań. Zbliżając się do kuchennych drzwi słyszę zaciekłą rozmowę siostry z mamą.
— Przecież ona jest taka młoda i już wdowa, dziecko dopiero co straciło ojca, a mieli całe życie przed sobą. Czy Sara w ogóle będzie go pamiętała? Zostały same w tym domu pełnym Roberta. To jej nie pomoże, nie jest dla niej zdrowe.- słyszę lament rodzicielki.
— Mamo odpuść, przecież Eliza jest dorosła, może nie dziś czy jutro ale podniesie się z tego. Minęło tak mało czasu. Daj jej odchorować. Niech ma swój czas na żałobę. Daj jej przeżyć to po swojemu. I tak jak na okoliczności radzi sobie całkiem nieźle.
— Tak wiem skarbie, może masz rację, a może wiesz, no chcę powiedzieć, że może twoja siostra powinna zasięgnąć pomocy u specjalisty, który pomoże jej przez to przejść. Pomyśl o tym. Poradź jej, może ciebie posłucha..
Wchodzę do pomieszczenia, mama stoi nad kuchenką, a w garnku paruje jak zwykle coś pysznego. Moja starsza siostra Julia siedzi na kuchennym stole. Na mój widok rozmowa nagle ucicha.
— Nie przeszkadzajcie sobie. Przecież nie rozsypie się na kawałeczki, nie jestem ze szkła. Będę żyć dalej, mam dla kogo. Zresztą tego chciałby dla mnie mój mąż, gdybym to była ja nie chciałabym żeby zadręczał się do końca życia tylko spróbował zbudować kochający dom dla naszego dziecka. Z czasem się pozbieram, jestem waszym dzieckiem, proszę kocham was ale nie musicie się aż tak martwić. Dam sobie radę. Zresztą gdzieś tam czeka na mnie moje szczęśliwe zakończenie. Jeszcze nie wiem gdzie i jak ale mam nadzieję.
- Moja mała dziewczynka- mama z płaczem obejmuje mnie i tuli, tak jak wtedy gdy byłyśmy z siostrą małe. I ja wybucham, niepohamowanym pokładem żalu i łez. Nie zdawałam sobie nawet sprawy jak bardzo potrzebowałam znaleźć się w tym miejscu i czasie, jak bardzo potrzebowałam kogoś, kto mnie przytuli i powie, że mnie wspiera i wszystko się ułoży . Kiedy uspokajamy się na tyle żeby wrócić do gotowania, mama chce wiedzieć co u nas. Jakby od naszej ostatniej rozmowy upłynęły lata, a nie ledwie godziny.
- Wiesz mamo- kontynuuje powoli. Wszytko będzie dobrze. Wierzę w to. Przecież mamy siebie, prawda? Nieważne co, ale zawsze razem.
— - Tak, masz rację, bo od czego ma się rodzinę.
— Wiem mamuś i codziennie jestem wdzięczna losowi za to, że jesteście obecni w moim życiu. Ale wystarczy już tego tematu, porozmawiajmy o czymś przyziemnym, jak moja teściowa np. - słyszę zawodzenie siostry.
— Co ta harpia znowu zrobiła? Nie wiem, że po tym wszystkim co powiedziała, ty dalej z nią rozmawiasz.
— Tak wiem, jest babcią mojego dziecka i ma prawo utrzymywać z małą kontakt. Ale muszę wam powiedzieć, że dzwoniła dzisiaj domagając się wizyt z wnuczką, mam przywieźć Sarę, zostawić ją u niej, a potem kiedy ona będzie miała ochotę odwiezie moje dziecko do domu. Jak ta kobieta mnie dołuje, nawet nie macie pojęcia, wszystko ma być zrobione tak jak ona tego oczekuje. Nic dziwnego, że Robert trzymał się na dystans. Mama zerka na mnie nerwowo, odwzajemniam spojrzenie i kontynuuje. Wiem mamo co zaraz powiesz, tamci dziadkowie też mają prawo widywać wnuczkę. Zgadzam się z tym, ale na moich warunkach. To nie sekret, że Alka nigdy mnie nie lubiła. Już na samym początku znajomości dałaq to odczuć. Nigdy nie byłam dość dobra dla jej syna. Na pogrzebie też nie omieszkała wygarnąć co myśli, bo jej ukochany synek umarł przez mnie, bo gdyby nie ja,dziecko i dom nie musiałby tyle pracować. Jakbym to ja siedziała w domu, a on mnie utrzymywał. Ta kobieta wprowadza zamęt zawsze tam gdzie się pojawia.
— Oh Eliza. Odzywa się mama. Dam ci życiową radę. Na razie dla dobra swojego dziecka utrzymuj z nimi kontakty, a gdy Sara podrośnie to ona zdecyduje jakie chce żeby łączyły ich relacje. Czas rozwiązuje wiele problemów, pozwól życiu biec własnym rytmem,a dużo się wyjaśni i trafi na właściwy tor.
— Dzięki, mamo. Rada jak z opakowania płatków. Ale zapamiętam.
Kolacja upływa w atmosferze wesołego rozgardiaszu. Dziewczynki przekrzykują się i śmieją, myślę że to oto lekarstwo na obecny stan. Kochająca rodzina. Kiedy już się żegnamy dzieciaki wpadają na genialny ich zdaniem plan.
— Babciu, dziadku, możemy u was zostać na noc?- pyta najstarsza 6-letnia Ania.
— Moje skarby - odzywa się mama. Macie jutro szkołę, a moje córki pracę. Ale wiecie co....- urywa. A może tak spędzimy razem weekend. Dziewczyny co wy na to? - pyta patrząc mnie i siostrze w oczy. Wasze mamy będą miały czas na odpoczynek a wy we trzy będziecie u nas.
— Jestem za- śmieję się patrząc na siostrę, która pod naciskiem dziecięcych spojrzeń nawet nie podejmuje walki.
- Ok. To załatwione. W piątek po szkole odbierzemy dziewczynki. A wy moje drogie niczym się nie martwcie. W niedzielę jak zwykle spotkamy się na rodzinnym obiedzie. Może być?- uśmiecha się tata.
- Niech będzie - śmieje się Julka. Mamy z głowy potworki na cały weekend sis.
W drodze do domu Sara trajkocze, jak bardzo cieszy się na wspólne nocowanie u dziadków.
Kiedy docieramy na miejsce jest już po 20. Szybka kąpiel i łóżko. To był dość długi i intensywny dzień. Mała zasypia niemal od razu. Ja to inna historia. Pół nocy nie mogę znaleźć sobie wygodnej pozycji do spania. A kiedy w końcu udaje mi się odpłynąć w objęcia ...Morfeusza…
…pojawiają się te same oczy.
Can you imagine a love that will endure through the ages and the boundaries of reality? 📖✨ As a mother of a two-year-old from Kettering, I spent the time between diapers and walks in the first parks by creating my literary debut – the first part of a psychological-romance trilogy with themes of reincarnation and the paranormal! It's a story about a single mother existing in a new reality. Where passions, secrets, dreams, and the real world intertwine. Perfect for confirmation and the unknown! ✨💐 ❤️
💕A psychological romance with reincarnation and paranormal twists. The first part of a trilogy I wrote as a busy mum of a two-year-old.
But to the point...
📖The same eyes return in dreams, connecting souls through the ages – a slow-burn, passion, mysteries, and emotions that won't let go.✨💐
Perfect for an evening with a cup of tea! 📖💕
...📖💐✨ Looking back on the old year and sketching a quiet list of wishes for the next.
Perhaps it is time to do just that: to write down what I long for, and what I can truly manage in the months ahead.
1. To tend to my soul and heal my heart.
2. To make peace with Robert’s death and the space it has left in my life.
3. To find a new purpose to carry me forward.
4. To come back to myself and get to know who I am now.
5. To allow myself to be happy again, in small ways and big ones.
Only five lines on a page – and yet, perhaps, already more than enough for one fragile year.
✨💐Can you fall in love with someone you remember from a past life? 🔥
❤️❤️The theory of soulmates, the invisible thread, destiny – or maybe pure coincidence? What do you believe in? 🤔📖
✨💐❤️... When the clock strikes midnight.
“Let’s raise a toast to love,” I whisper. “May it find us and never let us go.
May it shake us, and when the first dust settles, may it endure, and may time stand still.”
“To love,” Vi echoes.
Reincarnation is just the beginning. 📖✨ Feel the atmosphere of a psychological romance about love and memory ❤️️
What if that love was never meant to happen—
and yet, for reasons we could not choose, it found us at the least expected moment.
It arrived like a thief, quietly, without permission.
By the time I saw it, it was already too late to turn back.
What if you are my "what if", lost somewhere in time?
I do not ask you to wait.
I only ask you to be happy.
Often, when talking to people, I hear the question: “Why did you decide to write a book?” The answer isn’t simple, because it didn’t begin at a single, specific moment.
As far back as I can remember, I have always been creating. Even at primary school, I wrote short poems and stories for competitions. At the age of nine, I was given a homework assignment in Polish – a small children’s book with illustrations.❤️️
Read the whole story by clicking the ‘The Origin’ button.
Often, when talking to people, I hear the question: “Why did you decide to write a book?” The answer isn’t simple, because it didn’t begin at a single, specific moment.
As far back as I can remember, I have always been creating. Even at primary school, I wrote short poems and stories for competitions. At the age of nine, I was given a homework assignment in Polish – a small children’s book with illustrations. With a little help from a friend, who added drawings to enrich the text, a story emerged about a little green alien who landed on Earth and became friends with a child. A year later, I wrote its sequel. Time passed, and I experienced both successes and failures. There were podium finishes, commendations, awards – but also moments of doubt.
I can’t point to the exact moment when the dream of writing a book was born. I do know, however, that it matured in me over the years. It took me fifteen years to grow up, understand myself, and gather the courage to try.
Even before I made the decision to write, someone asked me: “If you were a book, what genre would you be?” That question stayed with me. Along with the answer came another: “What if you started writing?” I knew one thing – I didn’t want to reproduce banal romances. I wanted to create a story that moves, leaves a mark, forces reflection.
One morning, I woke from a dream. From the very dream that became the prologue of my book – about a man with an intense gaze. I had dreamt it repeatedly; it returned like an echo, a promise of something unfinished. That was when I made the decision. I began to write. The first letters appeared on the page, and I described a dream that had been inside me for a long time. Did I know exactly what I wanted to write about? Probably no beginning writer ever does.
Gradually, I started building a world of dreams, mysteries, and unspoken truths. I wanted a romance, but at the same time a true story – full of emotions that are an inseparable part of human life. Joy and laughter, but also grief, longing, and loss. Emotions that are pure, sometimes difficult, but authentic.
The theme of reincarnation has always fascinated me. Don’t you sometimes feel old despite being young? As if carrying a burden that doesn’t entirely belong to this life. For a long time, a question had been forming in my mind: what if? I decided I could try. And if it didn’t work – at least I would have fulfilled a dream.
This is how my adventure with Eliza and Gavin began. I placed them in a world of unfinished love, full of questions, reflections, and choices that are rarely simple. I built walls before them, sometimes hard to overcome. I wanted to create characters you would laugh and cry with, cheer for in their fight for happiness, while also wondering why fate so often toys with us in its subtle game.
I’m not looking for a golden mean, because it doesn’t exist. Love has many shades, and each of us perceives it differently. For some, it’s a moment full of intense feeling; for others, an illusion mistaken for desire. And what if desire fades, and we discover there is no turning back?
I believe that the people we meet on our path do not appear by chance. Every relationship teaches us something, shapes us, and allows us to rediscover ourselves. Sometimes it closes old doors to open new ones – even if we don’t realise it at first.
That is why The Secret of Their Eyes was created. It is a story full of questions and possible answers, variations of fate and emotion. The most fascinating part, however, is that in one of the flashbacks, my dream actually appears.
I stand at the top of the stairs, dressed in a ball gown the colour of deep bottle green. The crowd falls silent. I search for a familiar figure, and for a moment panic seizes me. Then I see him. He stands there, looking, and his eyes say everything. They say what reason and heart try to hide.
Sometimes, a single look and a warm smile are enough for everything to become a beginning. I don’t promise a perfect story, because such a thing doesn’t exist. I do promise authenticity – my truth about searching for oneself, about love, choices, and consequences. I have already discovered the secret of my eyes. Now it’s your turn to embark on this journey. Eliza’s story is just the beginning. Whether it turns out to be a beginning or an end depends on whether you choose to take the risk.
A story about a bond stronger than one lifetim, about searching, about choices that come back to us, and about feelings that can never be forgotten.Psychological romance about love, memory and reincarnation.
Eliza Graham is twenty-eight, a mother to four-year-old Sara and the owner of a small bakery in a town near London. After losing her husband in a car accident, she struggles to find her footing as a single mother — until she begins to have dreams about a mysterious man, his dark eyes, and his intense gaze.
Recurring dreams — some set in different eras — at first seem to Eliza like nothing more than the echo of her longing for a lost love. One day, a man walks into her café. The moment she sees him, Eliza feels an uncanny sense of familiarity, as if they were bound by an invisible thread and had met centuries ago.
It is only the beginning of a story about love, memory, and reincarnation.
📖Book One: Completed
📝Stage: Writing and editing stages have finished.
⏳Release plan: 2026
"Life is full of what-ifs and unfinished threads. What if he is your 'If only', your 'Someday'. Perhaps he is searching for you too. Don't worry needlessly — if you are destined to meet, you will. I think you are both like love itself: you arrive unnoticed, sometimes you pass each other by, but there will come a moment in both your lives when you are ready, and nothing will stand in the way of your reunion. Have a little faith, for it can sometimes move mountains."
Prologue
This recurring dream. It always starts the same way. I stand in a spacious room. A living room connected to a kitchenette. I lean against the windowsill. Him. I know it's a man before he even turns around. He stands with his back to me, preparing coffee. The sun plays in his short, stylishly trimmed dark hair. The scent of fresh coffee and his heavy perfume fills the air. It electrifies and permeates me to the bone. Then he turns around with two mugs in his hands.
“Black, with milk,” - he hands me a mug full of steaming brew. He smiles gently as he does so. Sparks dancing in his dark hazel eyes bore through and pierce all barriers, burning a mark of presence on my soul. I see love in them and something more. Something I cannot decipher. Perhaps it's just my imagination. As I study him like that—his figure, behaviour, mannerisms—the alarm clock rings faintly in the distance. The dream vanishes as quickly as it appeared. Always at the same moment, leaving a feeling of coldness, abandonment, and something else, perhaps longing. My heart races and I cannot calm it. A question lingers at the back of my mind: What if it's not a dream? If not a dream, then what—a glimpse of a past life? But one thing I know: his eyes. Oh yes, those eyes are unforgettable.
1
I drag myself out of bed, numb. I always feel this way when those dreams come to me. I am not entirely sure whether they are only dreams or flashes of memories, perhaps my past life echoing back from the void. Because I had everything. A loving husband, a wonderful home and a beautiful child.
Just now I hear the little one calling me from the other room.
“I’m coming, sweetheart,” I say, shuffling towards the second bedroom, dressed in a stretched-out T-shirt, my hair messy and still holding on to scraps of sleep. My legs slide across the thick blue carpet. And for a moment I have the impression that everything is in its place. I will go to Sara’s room. I will hug her, and then we will go downstairs together. Robert will be bustling about in the kitchen, making coffee and preparing breakfast for the little one.
And in that moment I feel the heavy truth, I wake from the lethargy. Robert is no longer here. Never again will I hear his laughter, feel his touch, or the familiar smell of his perfume. Because he is dead. He died in a car accident half a year ago, on his way to a meeting with a client. Some house projects were commissioned to his firm. Some idiot forced the right of way, the brakes failed, and so my husband died. The man who caused the accident was completely unharmed. But my husband was not so lucky. The ambulance, called to the place of the accident, could only declare the time of death.To this day I remember our last morning. As usual I got up early to go for a run before dropping the child off at school and throwing myself into work. Because a few years ago I had fulfilled my greatest dream, I opened a café and a patisserie. And so baking and preparing the place for the arrival of new guests – my daily duties. That day everything looked as usual. Training, breakfast together, saying goodbye. Dropping the little one at school and work. But that afternoon something changed. The air was heavier, I myself felt strangely nervous, I could not find a place for myself, but I blamed everything on the duties at home and at work. Only the ringing of the telephone pulled me from the numbness.
“I must answer this,” I said briefly to Poppy, one of the co-workers.
“Don’t worry, I will take care of everything. She replied”
So I answered the call that forever changed my life and the life of my daughter.
But now I go to the little one’s room.
“What is it, darling? Did you have good dreams?” I ask.
“Mummy, I miss Daddy. Can we visit him today?”
“Of course,” I say shortly and turn my gaze away so she does not see the tears dancing in the corners of my eyes. While I try to regain control of myself I prepare clothes for the nursery.
“Shall it be your favourite yellow dress?” I ask once I can control my voice enough.
Yes, Mummy,” I hear the answer.
“What do you say to waffles for breakfast with lots of whipped cream?”
“And may I have chocolate syrup too?” I hear the squeaky childish voice.
“We will see what can be done,” I say with amusement.
And now, young lady, march downstairs, we don’t want to be late, do we?”
Breakfast and all the bustle pass in relative calm. Even before leaving I manage to start the laundry and the dishwasher, which at times can be no small feat. After dropping Sara at nursery I drive to the café to throw myself into work and for a while forget how heavy the sky weighs upon me. It is good that I have my place, because only there, for some time now, am I able to relax – at least as much as possible. Baking and preparing the café for a new day gives me for a moment a sense of control, a sense that I have power over something.
The day at work passes in an atmosphere of relative calm. Around 3:30 p.m. I leave, because today it is Poppy’s turn to close the place. I go to collect Sara from the nursery. As I stand by the building I realise that on the way to the cemetery we must stop by the florist. And then – oh yes, I completely forgot – we were meant to go for dinner at my parents’ house. Then the bell rings and a loud atmosphere begins to reign all around. And here she is, my princess. For the first time in many days I see her smiling, the way only a child can smile.
“Hey darling, how was your day?”
“Hi Mum, good. Are we going to visit Daddy? You promised,” the little one blurts out as a greeting.
“Yes, I remember. We will just stop by the florist, all right? And I forgot to tell you, but today we are having dinner at Grandma and Grandpa’s, I hope you are pleased.”
“And will Auntie and the cousins be there?” asks the little one in an excited voice.
“To be honest, I have no idea. We shall see.”
An hour later I park my Ford in my parents’ driveway. I also noticed my sister’s car. I think it's good. At least the children will have a chance to play. Before we even reach the front steps, Dad opens the door.
“Hello my treasures,” he says with a warm smile. “I hope you are hungry, because Grandma has been going mad in the kitchen since noon,” he adds cheerfully.
I heard all of that!” Mum shouts from the other end of the house.
In my family nest there is always noise, bustle – anyone who crosses the doors feels welcome right from the start. The only place on earth where I can forget my sadness, even for a moment. Here is my safe haven. Approaching the kitchen door, I hear my sister’s heated conversation with Mum.
“She is so young and already a widow, the child has only just lost her father, and they had their whole life ahead of them. Will Sara even remember him? They are left alone in that house full of Robert. That will not help her, it is not healthy for her,” I hear my mother lament.
“Mum, leave it be. Eliza is an adult, maybe not today or tomorrow, but she will rise from this. So little time has passed. Let her grieve. Let her live through it her own way. And for the circumstances she is coping quite well,” replies my sister.
“Yes, darling, maybe you are right, but maybe – do you know what I mean – maybe your sister should seek the help of a specialist, someone who will help her through this. Think about it. Advise her, maybe she will listen to you.”
I enter the room. Mum is standing over the hob, and in the pot something delicious, as always, is steaming. My older sister Julia is sitting on the kitchen table. At the sight of me, the conversation suddenly falls silent.
“Don’t mind me. I won’t crumble into pieces, I am not made of glass. I will go on living, I have someone to live for. Besides, that is what my husband would have wanted for me – if it had been me, I would not have wanted him to torment himself for the rest of his life, but to try to build a loving home for our child. And besides, with time I will pick myself up. I am my parents’ daughter and Mum, please – I love you, but you do not need to worry so much. I will survive. Somewhere out there my happy ending is waiting for me. I do not yet know where or how, but I hope.”
“My little girl,” Mum says through tears, hugging me and holding me tight, just as she did when we were little. And I break down, overcome with emotions, an unrestrained flood of grief and tears. I had not even realised how much I needed to be here in this place and time, how much I needed someone to hold me and say they support me and that everything will be all right.
When we calm ourselves enough to return to the cooking, Mum wants to know how we are. As though years had passed since our last conversation, not merely hours.
“You know, Mum,” I continue slowly. “Everything will be fine. I believe it. After all, we have each other, don’t we? No matter what, we are always together.”
“Yes, you are right. That is what family is for.”
“I know, Mum, and every day I am grateful to fate that you are present in my life. But that is enough of this topic, let us talk about something ordinary – like my mother-in-law, for example.” I hear my sister groan.
“What has that harpy done this time? I don’t know why, after all she has said, you still speak with her.”
“Yes, I know. She is my child’s grandmother and she has the right to maintain contact with the little one. But I must tell you, today she called demanding visits with her granddaughter. I am to bring Sara, leave her there, and then, whenever she feels like it, she will bring my child back home. That woman drags me down, you have no idea. Everything must be done the way she expects. No wonder Robert kept his distance. Mum glances at me nervously, I return the look and continue. I know, Mum, what you are about to say – those grandparents also have the right to see their granddaughter. I agree with that, but on my terms. It is no secret that Alka never liked me. From the very beginning she made that clear. I was never good enough for her son. At the funeral she also made sure to spit out what she thought, that her beloved son died because of me. That if it were not for me, the child, and the house, he would not have had to work so much. As though I had been sitting at home while he supported me. That woman brings chaos wherever she appears.”
“Oh Eliza,” Mum says. “Let me give you a piece of life advice. For now, for the good of your child, maintain contact with them, and when Sara grows up she will decide what kind of relationship she wants with them. Time solves many problems, let life run its own course, and much will become clear and fall into place.”
“Thanks, Mum. Advice like from the back of a cereal box. I’ll remember.”
Dinner passes in an atmosphere of cheerful commotion. The girls shout over each other and laugh – I think this is the cure for the present state. A loving family. As we are saying goodbye, the children come up with what they think is a brilliant plan.
“Grandma, Grandpa, may we stay the night at your house?” asks six-year-old Ania.
“My treasures,” Mum replies, “you have school tomorrow and my daughters have work. You know what…” she pauses. “How about we spend the weekend together instead? Girls, what do you think?” she asks, looking me and my sister in the eyes. “Your mums will have time to rest, and you three can stay with us.”
“I’m in,” I laugh, looking at my sister, who under the children’s gaze does not even attempt to resist.
“Ok. That’s settled. On Friday after school we will pick up the girls. And you, my dears, don’t worry about anything. On Sunday, as usual, we will see each other at the family dinner. All right?” Dad smiles.
“Well then, Let it be,” Julia laughs. “We’ve got the monsters off our hands for the whole weekend, sis.”
On the way home, Sara chatters about how excited she is to spend the night at her grandparents’.
By the time we arrive home it is past eight o’clock. A quick bath and bed. It has been quite a long and intense day. The little one falls asleep almost immediately. For me it is another story. Half the night I cannot find a comfortable position to sleep. And when at last I manage to drift into... Morpheus’s arms,
...those same eyes appear…